Dodałbym do tego, że w debacie na temat legalizacji narkotyków jest dość oczywiste, że ludzie z wyższej klasy po prostu chcą móc palić marihuanę w swoim garażu lub wciągnąć kreskę kokainy bez obawy o aresztowanie, a następnie usprawiedliwiają swoje osobiste pragnienia, ciągle mówiąc o „przestępstwach bez ofiar” i „nadmiernej incarceracji”. Nie sądzę, żeby wielu (może większość) przejmowało się uciśnionymi, a na pewno nie myśli o negatywnych konsekwencjach, jakie legalizacja miałaby dla ludzi, którzy nie potrafią radzić sobie z marihuaną lub innymi narkotykami rekreacyjnie.